Archiwum 21 stycznia 2007


sty 21 2007 I Lo\ath/e You
Komentarze: 0
Widzialam go we snie to bylo taie realne i wcale nie bylo latwo mi prze tymi wszystkimi ludźmi, ale byłam z nim. całował mnie. potem leżałam na łóżku, on siedział obok ucząc się. Spytałam: "Powiedz mi, czy to nie jest sen?... Bo ja już nie wiem.." A on na to: "A chcesz żeby to było snem?" "Nie, bardzo nie chcę żeb y to było snem". "Więc to nie jest sen". Uwierzyłam... było tak realnie i myślałam że tylko tak mówię, ale to nie sen, sen już się skończył. Mówię dalej: "Nawet nie wiesz, ile razy..." Chciałam powiedzieć "śniło mi się że znów jesteśmy razem i byłam taka szczęśliwa, a potem budziłam się". Ale nie zdążyłam, bo w tej chwili obudziłam się. Już nie czułam rozpaczy tak jak za każdym razem wtedy, ale byłam lekko zaskoczona. Pomyślałam sobie tylko:

Jeśli tylko we śnie mogę być z Tobą, chcę zasnąć na zawsze.


poprzypomnialo mi sie co zrobilam tam. trzymajac kawalki rozbitego szkla w zamkniętej dłoni poprosiłam go żeby ścisnął ją jak najmocniej, tak jak to robił zawsze. Najsilniej. Nie zrozumiał w ogóle dlaczego to zrobiłam, wkurył się nawrzeszczał. Chciałam tylko żeby ZOBACZYŁ że ten ból, który rozrywał mnie od środka jest tak silny, że nie czuję w ogóle fizycznego. Żeby ZOBACZYŁ jak mnie rani. Może gdyby ZOBACZYŁ rany i lejącą się z nich krew uwierzyłby jak to mnie boli. Bo strumieni krwi w środku nie widział. Tersaz już wiem, że nawet w widok lejącej się krwi by nie uwierzył, zaprzeczyłby wszystkiemu, przeciez to gra, oszustwo, manipulacja, taktyka. Nie chciał zrozumieć nic.

Pomyślałam sobie kiedyś: Jaki jest szczyt wiary? Wierzyć w coś, czego w żaden sposób nie można zobaczyć. A jaki szczyt zwątpienia? Nie umieć uwierzyć w coś, co się widzi.
***
Tak go zraniłam mówiąc, że miałam wrażenie, że obcy facet po 3 tgodnhiach znajomości kochał mnie bardziej niż on po trzech latach. I nie chodziło mi wcale o wywyższenie w jakiś sposób tamtego, starego grubego lysiejacego faceta, ktorego mialam za przyjaciela. Równie dobrze mogłam powiedzieć mu że mój pies kocha mnie bardziej niż on. A on tylko udowodnił mi, że się wcale nie pomyliłam. Przerobił "kochał mnie bardziej" na "dał więcej miłości", dlaczego? Bo dawał mi prezenty, ale wszystkie te jego prezenty mialam gdzies pooddawalam zgubilam podarlam albo wyrzucilam, y nie znaczyły dla mnie nic, naszyjnik z brylantem nie znaczylby nigdy dla mnie wiecej od tego losia z serduszkiem, ktrego dostalam od niego kiedys na urodziny, po tym jak mowilam do niego losiu, mam to jeszcze nawet tu na tym blogu jaka bylam szczesliwa. On wciąz siedzi na mojej półce, ale nie dam rady patrzeć na niego, bo tego spojrzenia pełnego miłości które ten łosiek ma w oczach, w oczach R. nie zobaczę już nigdy.
starla86 : :